Wybrałam się dziś na zakupy. Była to jedna z najgłupszych decyzji w moim życiu, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie pcha się do centrum miasta w najgorszy upał. Tak. Było 38 stopni. Nie wiem kompletnie co mi przyszło do głowy, żeby w ogóle wychodzić z chłodnego domu na pustych przedmieściach. Mogłam siedzieć sobie w cieniu na tarasie z książką. W centrum tłok, upał i generalnie masakra, ale co miałam załatwić to załatwiłam. Zawsze wiedziałam, że na patelni można spotkać mnóstwo różnych ludzi, ale dzisiaj to hahah myślałam, że tam padnę. Przy wyjściu z metra stała para-chłopak i dziewczyna- przytulali się. Nagle podchodzi żul w stanie lekko podchmielonym i zaczyna ściągać dziewczynie włosy z bluzki. Chłopak spełnił się w roli obrońcy przyciągając ją do siebie i odpędzając nieproszonego 'pomagacza'. Widok bezbłędny :D W empiku uzupełniłam moje school supplies i w zasadzie jestem już gotowa do szkoły, tylko muszę jeszcze dać spódnice do pralni :P a tu trochę ogrodowych kwiatków:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz